Wiślańscy Barbarzyńcy


Przepiękny górski krajobraz, poranne słońce, delikatny wiatr i oni… Ludzie nieustraszeni, czekający, aż będą mogli zmierzyć się z samym sobą w otoczeniu natury, a przed ich oczami – piekielnie trudne przeszkody.

Czerwcowy skwar, górzysty teren oraz kilometry pokonywanych wewnętrznych barier nie przeszkodziły prawdziwym barbarzyńcom wznieść się na wyżyny swojej wytrzymałości. Na śmiałków czekało dziesięć kilometrów ekstremalnej trasy, wypełnionej cztrerdziestoma przeszkodami. Każdy etap biegu został precyzyjnie zaplanowany, a całość  przygotował Grzegorz Szczechla – medalista mistrzostw świata OCR.

Magdalena Buława i Seba Sudoł - Barbarian Race 2017

Magdalena Buława i Seba Sudoł – Barbarian Race 2017

Uczestnicy musieli podołać między innymi takim barierom, jak bieg na skocznię im. Adma Małysza, równoważni z koziołkiem, czy naeelektryzowanej przeszkodzie złożonej z lin podpiętych do prądu. Nie zabrakłów również  takich, które składały się z kilku elementów, jak Maximus. Bieg dzielił się na dwie fale: pierwsza to barbarzyńcy z krwi i kości, ludzie nieustraszeni, którzy pomocy z zewnątrz nie oczekują, co więcej – w tegorocznym wyścigu mogli zostać zakwalifikowani do Mistrzostw Europy 2017 w Holandi. Druga grupa nie mniej zadziwała. Ich bieg był najczęściej drużynowy, oparty na wsparciu i udowadnianiu samemu sobie, że można więcej. Od niejednego usłyszałam historie, które zapewniały, że na tegorocznym wyścigu się nie zakończy, ponieważ pomimo potu i łeż – Barbarian to coś więcej.   Każdy, kto przyszedł zobaczyć tych odważnych ludzi, na długo nie zapomni oczu pełnych determinacji oraz uporu. Uporu, aby biec niekoniecznie dla wygranej, niekoniecznie dla rozgłosu, nawet nie dla pobicia swojego rekordu, ale dla przeżycia niesamowitej przygody ceną swoich sił oraz (nierzadko) długich miesięcy spędzonych na intensywnych treningach.

Czwartego czerwca zobaczyłam również moc współpracy, ponieważ w Barbarianie biegły pary, które nawzajem motywowały się do dalszego pokonywania trasy, przyjaciele, będący dla siebie podporą podczas trudnych zadań. Nie zabrakło również miejsca dla dzieci. Młodszych wojowników również czekał tor przeszkód, a na zwycięzców medal. Kto wie, czy z któregoś z nich nie wyrośnie prawdziwy barbarzyńca.

Jako wolontariuszka Tranzgranicznego Centrum Wolontariatu, która dopatrywała jednej z przeszkód muszę dodać, że to i dla nas było ogromne wyzwanie, a zarazem zabawa. Branie udziału w takim przedsięwzięciu i świadomość możliwości przyczynienia się do czegoś już nadwyraz dopracowanego to sama przyjemność. Z kolei spoglądanie na zawodników jest inspirującą nauką o tym, że nawet największą przeszkodę można pokonać, a słabości ludzkie są niczym przy wierze we własne możliwości.

Bartosz Prochownik na Barbarian Race 2017

Bartosz Prochownik na Barbarian Race 2017

Pomimo, że na końcu zostali wyłonieni zwycięscy – którym serdecznie gratuluję i głęboko podziwiam, dla mnie – każdy barbarzyńca to zwycięzca!

Ewelina Juszyńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *